Śniadanie za mniej niż złotówkę?

Nie trzeba być dietetykiem by wiedzieć, że podstawą zdrowego odżywiania są urozmaicone posiłki. Dodatkowo (co też nie jest tajemnicą) warto te wszystkie potrawy wzbogacać o jakieś warzywa czy owoce, które są dla nas źródłem cennych witamin czy mikroelementów. Wydawać by się mogło, że zwłaszcza w szpitalu te zasady będą przestrzegane i choć posiłki będą skromne, to jednak z zachowaniem pewnych norm. Sprawdźmy to 🙂 Przed Wami trzy śniadania serwowane w jednym z polskich szpitali w ciągu trzech dni. Spróbujcie znaleźć różnicę między nimi:

50groszy1

50groszy2

50groszy3

Umówmy się – poza jakimiś szczegółami to każde z tych śniadań wygląda identycznie i do tego beznadziejnie. Dwie kromki chleba, dziwny tłuszcz i do tego coś co na pewno nie jest wędliną – oto zestaw podawany dzień w dzień. Liczba warzyw: 0 (słownie: zero). Koszt takiego śniadania? Szczerze mówiąc nie wiem czy to jest chociaż 50 groszy. I dzień w dzień jest dokładnie to samo, zmienia się chyba tylko ta różowa masa przypominająca szynkę. Gdyby to był grudzień, to jeszcze bym uwierzył że się wyczerpał limit na śniadania, ale mamy luty 😉 Swoją drogą ciekawe czy ten kto to „przyrządza” też zajada się tymi śniadaniami…

Na blogu było już wiele słabych i tanich potraw, ale tu mamy chyba lidera skąpstwa i oszczędności. Czy ten rekord zostanie pobity? Obawiam się, że jeszcze nie raz szpitale nas zaskoczą… 😉

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. Redik napisał(a):

    Cała prawda o polskiej służbie zdrowia na trzech zdjęciach. Świetny tekst!

  2. Patres napisał(a):

    Różowa pseudoszynka, która ma więcej barwników niż mięsa, standard 🙂 Ludzie w szpitalu na oczy normalnej szynki nie widzieli

  3. Szczery napisał(a):

    Nie obwiniajmy za to szpitali…a rząd, który do tego doprowadził…myślicie, ze Tusk czy Kaczor żarliby takie śniadanka przebywajacw szpitalu? Gdyby nie ich premie uznaniowe milionowe, może by na te śniadania lepsze starczyło

  4. Julek napisał(a):

    Operacja nogi w szpitalu nazwijmy go np. ……Kopernik. Ponieważ pod narkozą, więc pierwszego dnia zero jedzenia. Operacja wieczorem. Personel fajny, wyposażenie sali operacyjnej super. Jedyne zastrzeżenie to takie, że po narkozie nie byłem na sali wybudzeń – pod obowiązkowym nadzorem personelu, a na sali ogólnej, do tego sam jeden. Ale się wybudziłem. Jakaś kroplówka. Następnego dnia wychodzę, więc jedzenie też mi się nie należy. Narzekam i … jakaś miła pielęgniarka załatwia mi obiad nieprzytomnego (?) pacjenta. Chce mi się siusiu, więc idę do WC. Wracam po minucie – obiadu już nie ma. Okazuje się, że posiłki są tam tak obfite, że zjadł mi go ktoś, kto tam przebywa od dłuższego czasu i z dala od krewnych. Jestem zły, ale szybko mi mija, bo za 3 godziny mnie wypisują. Poza tym nie jest jeszcze tak źle, bo gdyby tak było, to poprzedniego dnia, gdy byłem jeszcze nieprzytomny, sam na sali i bez nadzoru personelu to przecież mógłby mnie ktoś na kolację …….
    Do dzisiaj nie wiem, czy miałem takie szczęście, czy jeszcze nie jest tak źle, żeby w szpitalach uprawiano ludożerstwo?????

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przeczytaj inne:
Fasola z puree

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię fasolkę po bretońsku. Sam często ją robię...

Zamknij